niedziela, 3 października 2021

Butelkowe opowieści - wystawa i konkurs

O życiu każdego człowieka można napisać co najmniej jedną książkę. Bo tyle ważnych i ciekawych rzeczy się wydarza. A czy o każdej butelce też można napisać choć jedną książkę? Lub o słoiku, kamieniu, starej dachówce, zużytym kubku czy imbryku? Może chociaż przynajmniej o tych pomalowanych? 

Nie znamy ich historii bo nie zwracamy na nie uwagi, nie notujemy, nie dokumentujemy ani kto i kiedy zaprojektował dany wzór użytkowy, ani gdzie i z jakiego szkła (gliny) została wyprodukowana (a skąd pochodzą surowce i energia do ich produkcji?). Co było w środku? Przez kogo i jak została ta zawartość wytworzona? Jaką odbyła podróż butelka z zawartością? Kto, kiedy i w jakich okolicznościach ją opróżnił? Gdzie i ile leżała pusta? Co się przy niej działo? I w końcu to i kiedy ją pomalował oraz co oznacza wzór lub z czym się kojarzy namalowany na butelce. Jak ten wzór interpretować?

A skoro nie można odtworzyć prawdziwej historii tej konkretnej butelki, to może warto ją wymyślić? Tak jak historie w książkach. Niby wymyślone a jednak na swój sposób opowiadają prawdę o świecie. Niosą jakąś ponadczasową i uniwersalną refleksję. Literatura fikcji też potrafi na swój, uogólniony sposób opowiadać prawdę o świecie wokół nas. 

Moje butelki doczekały się kolejnej wystawy, tym razem współautorskiej, z olsztyńska pisarka i pedagogiem Anna Mikitą. Z wystawą połączony jest konkurs dla czytelników: napisz historię wybranej butelki z wystawy. I swoją historię pozostaw przy butelce. Lub włóż do środka. Na pewno zostaw w bibliotece.

Konkurs nie musi kończyć przygody z butelkami, czajniczkami, słoiczkami. Wszystkie zainspirowane nimi opowieści (napisane, narysowane, wyskecznotkowane, zkomiksowane, nagrane dźwiękowo lub filmowo możemy zebrać  i gdzieś je  łącznie opublikować. Wszystkie razem jako niepowtarzalną antologię butelkowych opowieści. Można na tymże blogu Gadające Dachówki (lub innym miejscu) lub zszyć razem jako coś na kształt rękopisu. Albo znajdziemy jakiś projekt i się wyda drukiem. Od Was i Waszych pomysłów dużo zależy.

Co jest nagrodą w konkursie? Te właśnie butelki z wystawy dwojga autorów. I coś jeszcze. 

Opowiedz ciekawą historię, zainspirowaną konkretną butelką.



Więcej o moich pracach z wystawy:

sobota, 2 października 2021

Napój z kosaćcem


Sok czy napój ale w miarę naturalny. Był smaczny. I wygodna, mała butelka. Żal wyrzucać. Wygodna w podróży, na wodę z kranu. 

Ale żeby była ładniejsza to namalowałem na niej niebieskiego kosaćca. Nawiązanie do secesji. Niech jeszcze długo służy i przypomina o ważnych sprawach. Ma skłonić do zmniejszania swojego śladu węglowego i śladu wodnego. W sam raz na wodę z kranu, by nie kupować tej w sklepie, wożonej czasem setki kilometrów. Na dodatek pakowanej do plastikowych, jednorazowych butelek. Zwykła woda z kranu. Bez dodatku cukrów. Bo tych spożywamy za dużo, ze szkodą dla zdrowia.

Niewiele o niej napisałem. Ta butelka czeka na swoją wyjątkową historię.



piątek, 1 października 2021

Czerwone wino z różowym kosaćcem


Butelka po winie. Nie pamiętam już jakim. Może bułgarskie, może włoskie, może hiszpańskie. Ciemne szkło wskazuje, że było to wino czerwone. Swoją historię ma wyprodukowana butelka. Swoją historię ma wino. I sytuacja, w której było wypite. Z kim? I jakie rozmowy się przy tym toczyły? 

Na butelce różowy kosaciec. Taki fantazyjny lub ogrodowy. Kształt tego kwiatu mnie zachwycił. Nieodłącznie kojarzy mi się z Młodą Polską i secesją. I z zadbanymi ogrodami. 

A Tobie z czym lub kim kojarzy się ciemna butelka po winie oraz namalowane na niej kosaćce?


czwartek, 30 września 2021

Napój z motylem w tle


 Napojów pijemy dużo. I nie jest to szklanka kompotu tylko napoje ze sklepowej półki. Wypijesz na raz a butelka do kosza. Śmieć po prostu. Jednorazowe opakowanie. Tylko czasem ktoś użyje jeszcze raz, do domowych przetworów. Ale tych butelek tyle, że nie da się przerobić. 

Ta jest szczególna. Moja zapłata za pracę. Pewnej firmie zrobiłem ekspertyzę, rozpoznawałem ze zdjęcia owada i miałem wydać opinię skąd się on wziął i czy jest szkodnikiem. Trudne konsultacje online. W nagrodę za moją pracę dostałem zgrzewkę soków z tejże firmy. A po wypiciu kilka butelek sobie zostawiłem i pomalowałem.  Na tej namalowany jest czerwończyk. Kolor może nie taki jak należy, ale zbliżony. Malowanie mnie odpręża. Nie o realizm więc chodziło. 

Takie małe butelki wykorzystuję w podróży. Nalewam wody z kranu i mam co pić. Może i Tobie taki pomysł się spodoba? 

Znacznie ciekawszą opowieść można wymyślić dla tej butelki, jako głównego bohatera. Kto się odważy?


środa, 29 września 2021

Czar pegeeru na stanowisku archeologicznym


Z tą butelką było tak, pojechałem z kolegą humanistą na stanowisko archeologiczne, gdzie prowadzono badania na staropruskim kurhanie. Było to w okolicach Cerkiewnika, w pobliżu linii kolejowej. W pobliżu pruskiego kurhanu znalazłem butelkę. Pełno śmieci w lesie, więc dlaczego ta zwróciła moją uwagę? Tak, często zbieram śmieci w lesie, i puszki, i plastikowe butelki i te szklane. Wypijamy dużo i wyrzucamy gdzie popadnie. Ale butelki i puszki nie tylko szpecą, są także śmiercionośnymi pułapkami dla owadów. Masowo giną w nich chrząszcze z rodziny biegaczowatych, z rodziny omarlicowanych i żuki gnojarze. Butelki w lesie szpecą i zabijają. Przy każdej okazji zbieram i wynoszę do odpowiednich pojemników. Ale tę butelkę zatrzymałem. Była zbyt cenna. Dlaczego? 

Charakterystyczny kształt butelki wskazywał, że jest stara. Właśnie w takich kiedyś sprzedawano wino marki wino, czyli tanie wina owocowe. Teraz już takich butelek nie ma w obrocie. Były to butelki zwrotne. Nawet jak pijaczkowie zostawili w krzakach, to ktoś we wsi pozbierał i odnosił do punktu skupu. Za butelkę płacono wtedy 50 gr lub złotówkę. Wracały do obiegu i ponownie pojawiały się w sklepie z napojem alkoholowym. Czasami żartobliwie na te owocowe wina mówiono "czar pegeeru", "jabol", "patykiem pisane". Nie ma już takich butelek i takich win owocowych. Tanie alkohole teraz są w innych butelka i najczęściej nazywane są "nalewkami". Spirytus rozcieńczony jakimś sokiem/syropem o smaku owocowym. Wina owocowe powoli wracają do użytku ale nie należą do najtańszych trunków powszechnego spożycia.

Dawniej, oprócz domowych przetworów, w wielu domach stały szklane gąsiory, w których fermentowało domowe wino owocowe. Teraz takie domowe rękodzielnictwo należy do rzadkości. Wtedy wykorzystywano jabłka, porzeczki, dziką różę, żyto, ryż itd.

Na butelce, kojarzącej się z wsią z dawnych lat i wiejskimi sklepami, gdzie na trawie popijali trunki tutejsi (miejscowi), nie było zazwyczaj żadnych ławek, stołów czy parasoli. Ot pili pod płotem, pod drzewem, w krzakach.  Siedząc w kucki lub leżąc na trawie. Byliśmy wtedy znacznie ubożsi a infrastruktura barowo-pubowa praktycznie nie istniała. Przynajmniej na wsiach. 

Na butelkowo zielonym tle (tak, tak, jest kolor butelkowy i oznacza odcień zieleni) namalowałem dziewannę. Roślina suchych łąk i pastwisk. Bardzo mi się kojarzy z wsią i wakacjami. Oraz dorosłego chruścika z rodziny bagnikowatych ( Limnephilidae). Może to być np. Limnephilus flavicornis (bagieniec zółtorogi), larwy żyją w małych, bagiennych zbiornikach wodnych. Spotkać je można wiosną i wczesnym latem. Dorosłe chruściki odżywiają się sokami roślinnymi. Chętnie przylatują w nocy do fermentujących owoców czy pozostałości po napojach alkoholowych, takich jak wina owocowe. Zapach moczu też je zwabia. W krzakach, pod wiejskim sklepem, sporo zawsze było pustych butelek i miejsc, gdzie oddawali mocz wiejscy pijaczkowie. Albo okazjonalni biesiadnicy w czasie zabawy wiejskiej. Szaletów nie było. Zupełnie inne czasy i inny świat. 

Oj nasłuchały się takie butelki najróżniejszych opowieści, prawdziwych i całkiem zmyślonych, bo opowiadanych dla towarzystwa. I różnych żali, nieszczęść, bo przecież w butelce topione były różne smutki i nieszczęścia. 

Kto zostawił tę butelkę w pobliżu kurhanu? Daleko od zabudowań ale przy leśnej drodze. I jaki trunek był w środku?  Kto i kiedy wypił? I jakie tej biesiadzie towarzyszyły opowieści? Pytania, na które niezwykle trudno znaleźć odpowiedź. Łatwiej stworzyć fikcję literacką, które przecież może być przesiąknięta prawdą o życiu. Może być swoistym uogólnieniem ludzkiego życia, problemów, procesów i zjawisk.  

A czy i co pili starożytni Prusowie w czasie uroczystości pogrzebowych, na pobliskim kurhanie? Na pewno nie używali szklanych butelek. Ale co pili i w jakich sytuacjach? Ktoś wie?



wtorek, 28 września 2021

Oranżadówka z rumiankami


Butelka mojego dzieciństwa. Charakterystyczne zamknięcie z korkiem. Wynalazek całkiem nie tak dawny. Nic nie jest wyrzucane, ani korek, ani kapsel. Naczynie wielokrotnego użytku. Sprzedawano w nim piwo i oranżadę. Tę ostatnią właśnie pamiętam. Wspomnienie dzieciństwa i szkolnych lat. 

Butelki z podobnym zamknięcie powoli wracają do użytku. Ale to już zupełnie inne wzory. Ta na zdjęciu, z brązowego szkła może mieć 50-70 lat. Albo i więcej. Gumowa uszczelka sparciała, wymaga wymiany by butelka odzyskała swoją pełną użytkowość. Teraz jest dekoracją i wspomnieniem świata, którego już nie ma. Właśnie w takiej butelce zabierało się napój (np. herbata lub kawa zbożowa) w podróż. W tamtych czasach podróżni w pociągu dużo ze sobą rozmawiali. Konwersacja podróżna to już zamierająca umiejętność, zamierzchły element kultury... 

Na butelce namalowane są stylizowane kwiaty rumianku, które mocno kojarzą mi się z lokalnością i prowincją. Na górze dorosły chruścik z rodziny Limnephilidae. Larwy zwane są czasem także kłódkami, wykorzystywałem je w dzieciństwie jako przynęta na ryby. Wędka z leszczynowego kija i mała rzeczka Liwna oraz Zolka (Sołka). Nad nimi przesiadywałem w czasach, gdy takie butelki (zwrotne) były w sklepie w codziennym użytku. A w nich czerwona oranżada albo bardziej luksusowa i droższa "mandarynka". W takich butelkach bywał także kwas chlebowy.

Sentymentalne wspominanie dzieciństwa i niezwykłego świata. A Tobie, z czym kojarzy się ta butelka? Do jakich refleksji lub wspomnień prowokuje?

poniedziałek, 27 września 2021

Słoik z chrabąszczem majowym


Zwykły litrowy słoik, pospolity. Takich wiele spotkasz na półkach sklepowych lub we wysłanej spiżarni. Może były w nim korniszony, może papryka, może kompot. Choć ubarwienie przykrywki wskazuje na miód (o ile to jest przykrywka od tego słoika, przecież mogła być później "sparowana" zupełnie przypadkiem). Słoik miodu kupiony w pasiece, od jakiegoś pszczelarza. A może był kupiony pusty i wykorzystany został do domowych przetworów? 

Tak czy siak trafił do mnie. Po opróżnieniu zawartości stał się zbędny. Kiedyś, gdy jeszcze robiłem domowe przetwory, byłby wykorzystany wielokrotnie. Może do kiszenia ogórków. Może do zakiszenia zielonych pomidorów (w sklepie takich się nie kupi). Teraz tylko jako pojemnik na produkty sypkie. Ale czy zwykły, pospolity słoik może stać w kuchennej szafce, gdy tyle pięknych pojemników można kupić w sklepie? Malowanie jest czynnością, która ułatwia powtórne wykorzystanie (reusing, upcykling).

Namalowałem na nim chrabąszcza majowego. Ot, taki pospolity chrząszcz, czasem traktowany jako szkodnik, zwłaszcza gdy liczniej się pojawi. Teraz ten słoik z chrabąszczem pojawi się na wystawie w miejskiej bibliotece. Kto stworzy opowieść z pospolitym słoikiem i pospolitym gatunkiem w roli głównej? I co będzie z nim dalej? Krótkotrwałe zainteresowanie przeminie?

A przecież najpierw była skała. Wietrzała w słońcu i w deszczu i na wietrze. Potem płynący strumyk lub duża rzeka szlifowała ziarna piasku. A może to była morska plaża. Jakie zwierzęta stąpały po tym piasku, zanim został przykryty kolejną warstwa osadów? A potem przyszedł jakiś człowiek i piasek trafił do huty szkła. Ze szkła w fabryce odlano słoik. Jeszcze tylko metalowa przykrywka. Kto i kiedy wymyślił apertyzację i weckowanie żywności by przechowywać ją długo, zdatną do bezpiecznego spożycia? Seria bardzo ważnych wynalazków. Lecz raczej nie uczą o nich w szkole na lekcjach historii. Bo w podręcznikach głównie są bitwy, wojny, granice, mogiły, defilady i życiorysy wkładów. O znacznie liczniejszych poddanych rzadko piszą. Tacy przecież przeciętni, szarzy, zwykli i nieważni. I o ważnych wynalazkach też nie piszą w szkolnych podręcznikach.... O chlebie, o pralce, o konserwowaniu żywności i tysiącu innych. Nie są ważne?

A potem była pszczoła, która do kwiatu wiśni, śliwy czy ogórka przyleciała, zebrała pyłek i nektar. Przecież do słoika mógł trafić i miód i owoce i ogórki. Potem nalepiono etykietę, zawieziono ciężarówką (być może setki kilometrów dalej) do sklepu. I stał sobie na półce. Albo na przydrożnym straganiku pszczelarza. Ktoś kupił, może rozmawiał ze sprzedawcą. A może milczał przy kasie w supermarkecie...

Ten zwykły słoik najeździł się w swoim życiu. Odrobina w nim wszechświata i dziejów ludzkości. Kto potrafi odtworzyć te historie i za pomocą jednego słoika opowiedzieć o całym świecie? O przyrodzie, o ludziach, o emisji dwutlenku węgla w czasie transportu, o lokalności, o arteterapii w czasie malowania? 

niedziela, 26 września 2021

Szewnica miętówka z bułgarskim destylatem


Butelka z matowionego, zielono-brązowego szkła. Charakterystyczny kształt bułgarskiej Pliski (brandy, destylatu z wina). W Polsce znana od dawna. W czasach Polski Ludowej luksusowa brandy z demoludów. Potem, gdy rynek nasz się otworzył na trunki z całego świata, trafiła na dolne półki, bo konkurencja była dużo większa. 

Lubię malować na matowym szkle. Po polakierowaniu ujawniają się przezroczyste fragmenty (lakier likwiduje efekt matowego szkła). Wtedy na butelce pojawia się mozaika plam matowych i przezroczystych. Kształt również ma ciekawy. A na butelce, ćma (motyl nocny) szewnica miętówka. Biel skrzydeł znakomicie prezentuje się na matowym, zgniłozielonym tle. 

Gdzieś na bułgarskich zboczach dojrzewały winogrona, otaczane pracą ludzi, przy pielęgnacji i zbiorze. Potem fermentacja, a następnie destylacja wina. Do tych prostych zdawało by się odkryć ludzkość dochodziła przez wieki. A teraz mamy powszechnie dostępne destylaty. Bułgarska Pliska to ślad dawnej współpracy w ramach państw socjalistycznych. Coś z tego przetrwało. Wspomnienie dawnych wczasów nad Morzem Czarnym i wymiany handlowej. 

Kiedyś szkło było drogie a butelki cenne. Długo służyły i były wielokrotnie wykorzystywane jako użytkowe naczynie. Teraz nam spowszedniały. Jesteśmy bogatym i rozrzutnym społeczeństwem. Dużo wydobywamy surowców, przeznaczamy wiele energii, dużo produkujemy i dużo wyrzucamy w trakcie naszej jednorazowej konsumpcji. 

Po pomalowaniu stała się butelką o charakterze użytkowym - jako ozdobna karafka do domowych nalewek lub soków z dzikich owoców. Na przykład leczniczego soku z czarnego bzu. Naczynie do domowego, kulinarnego rękodzieła (przetwórstwa, które także daje poczucie sprawstwa). I co najważniejsze naczynie wielokrotnego użytku. Przy okazji można porozmyślać o ćmach, lecących do światła, o gąsienicach, żerujących na roślinach, o ich biologicznych przystosowaniach, chroniących przed drapieżnikami itd.. 

Jedna butelka a tyle różnych, możliwych opowieści o świecie i o ludzkiej kulturze. Wystarczy odkręcić korek by ta literacka zawartość wydostała się na zewnątrz. Niczym Dżin z baśniowej lampy oliwnej. 

Butelka jako inspiracja lub pretekst do opowieści: mówionych, pisanych, rysowanych i filmowanych.

sobota, 25 września 2021

Abażur z ważkami


Wisiała lampa w moim pokoju, ze szklanym abażurem. Oświetlała biurko i cały pokój. Patrzyła na to, co zapisuję w zeszycie lub na komputerze. Patrzyła na książki, które czytam. I na sprzątanie pokoju, wycieranie kurzy i odkurzanie podłogi. Systematycznie przecierana wilgotną szmatka prze moją żonę. By zawsze była piękna i czysta. 

Czasem siadały na niej muchy lub przylatywały ćmy, zwabione światłem. A korzystały z otwartego okna. 

Az przyszedł remont. I pojawiła się nowa lampa, ładniejsza, nowocześniejsza, bardziej pasująca do nowego wnętrza. Lampa ze szklanym, zielonkawym abażurem stała się niepotrzebna. Cóż zrobić? Wyrzucić. Części metalowe i elektryczne powędrowały do elektrośmieci. Recykling. A szklany abażur? Wydawał się piękny. Namalowałem na nim dwie duże wazki, jakieś żagnice. I symboliczne kwiatki, takie całkiem wymyślone. 

Czy taką pomalowaną część ktoś wykorzysta i da drugie życie? Może znowu ozdobi jakąś żarówkę zawieszona pod sufitem? A może będzie tylko zdobić, bez żadnego waloru użytkowego? Leżała zapakowana w piwnicy. Czekała na jakąś wystawie by pokazać się ludzkim oczom w nowej odsłonie. I się doczekała. Będzie na wystawie w bibliotece. Znowu zobaczy książki na regałach. 

A co będzie dalej? PO wystawie? Czy będzie się przypatrywać życiu, dziejącym się gdzieś w jakimiś mieszkaniu? A gdy się niechcący potłucze, to co z nią będzie? Gdzie szklane okruchy trafią? 


 

piątek, 24 września 2021

Musztarda z modraszkiem


Charakterystyczny kształt słoiczka wskazuje, że była w nim prawdopodobnie musztarda. Chyba nawet da się zidentyfikować producenta. Do czego ją zużyto? Czy do kiełbaski pieczonej, może do sałatki warzywnej, a może do jakiejś wyrafinowanej potrawy? A może to chrzan tam był? Bo ten sam producent używa takich samych słoiczków także do chrzanu.  Na pospolite słoiczki z pospolitymi produktami zazwyczaj nie zwracamy uwagi. 

Jakie rozmowy toczyły się przy tym słoiczku? Kto by pamiętał? I kto by przy stole zwracał uwagi na taki pospolity w kształcie i przeznaczeniu słoiczek? Opakowanie jednorazowe. Gdy jest puste, to szust i do śmietnika. Dobrze jak trafi do pojemnika ze szkłem. Przynajmniej będzie recykling szkła. Przetopią i coś nowego powstanie. 

A na słoiczku motyl modraszek. Jeden z wielu gatunków tego ciekawego motylka (rodzina modraszkowate). Taki kolorowy to pewnie samczyk. Samiczki są z reguły mniej widoczne. To dla bezpieczeństwa. Przyroda w swych rozwiązaniach jest bardzo pragmatyczna.

Pomalowany słoiczek wróci do życia. Może będzie kuchennym pojemnikiem na przyprawy? Albo na jakieś drobiazgi w szafie z różnymi "przydasiami".  Może pojemnikiem dla kolekcjonera drobnych rzeczy. Albo tylko ozdobą na półce. Będzie sobie stał i cieszył oko. O czym przypominał. Zero praktyczności? Estetyka i poczucie sensu jest ważna w życiu człowieka. Tak więc i elementy dekoracyjne można uznać, że są bardzo użytkowe. Są potrzebne choć wydają się bezwartościowe....

I gdy tak stał będzie w kuchni na półce, to posłucha różnych rozmów i różne sytuacje zobaczy. Dobrze, że nie umie mówić, bo by nie jedna mniej lub bardziej wstydliwa tajemnica wyszła poza kuchnię czy szafę ze szpargałami. Niewypowiedziana, nieupubliczniona opowieść. Dla koneserów.




czwartek, 23 września 2021

Wyszczerbiony czajniczek

 
Fajansowy czajniczek do herbaty. Jeden z pierwszych zakupów w moim małżeństwie. Być może to Bolesławiec. Nie pamiętam. Trzeba byłoby sprawdzić pod spodem czy są jakieś znaki fabryczne. Kupiony w Ciechanowie, w latach 90. XX wieku. Długo nam służył. Wiele razy zasiadali przy nim nasi goście, najpierw w pokoju w akademiku, potem w hotelu asystenckim. A potem w naszym mieszkaniu. Z czasem w domu pojawiło się więcej nowszych czajniczków i imbryków. Ładniejszych, delikatniejszych, bardziej reprezentacyjnych. A temu niebieskiemu wyszczerbił się dziubek i było widać jego fajansową strukturę. Trochę to nieestetycznie wyglądało. Podawać herbatę w takim starym i wyszczerbionym? Może to wstyd?  A może dlatego, że były nowsze i ładniejsze, to z tego niebieskiego coraz rzadziej korzystaliśmy? Po prostu sobie stał. I zabierał miejsce. Przeznaczony został na wyrzucenie. Ale żal było w sumie dobrego jeszcze naczynia. Wziąłem więc farby i nieco pomalowałem. Bo jako pojemnik okazał się przydatny do gry terenowej w Bibliotece Uniwersyteckiej. Do środka można było schować kartkę z sekretnym tekstem. I stał na regale z książkami w czasie Nocy Biologów. Uzyskał drugie życie. Do czegoś nowego się przydał. Ale piknik naukowy się skończył, gra dobiegła końca, nagrody zostały rozdane. Czajniczek wrócił do piwnicy i czekał. Na kolejną przygodę. 

I tak trafił na wystawę do biblioteki. Jeśli go potrzeć, to może wydostanie się z niego tajemniczy dżin i opowie historię o rozwoju zrównoważonym i reusingu. A może raczej upcyklingu? Czy namalowane na nim kwiaty zmieniają jego wartość? Czy to wzór czy osoba malująca dodaje wartości? A może szpeci? Wielokrotnie był przestawiany. Gdzieniegdzie namalowany wzór nieco się wyszczerbił. To już jego koniec? A może ktoś w nim zaparzy herbatę? Wyszczerbienie na dzióbku zostało zamalowane, nie widać. Czy znajdzie zastosowanie, gdy tyle piękniejszych i nowszych wokół? Nadmiar towarów w sklepach i naszych domach. Jesteśmy zamożni i obrośliśmy w rzeczy. Po co nam stare, niemodne, przebrzmiałe?

Skąd pochodzi glina, z które został ulepiony? W jakich procesach geologicznych powstały te iły? Miliony lat formowania się skał, a potem ich wietrzenia i znoszenia przez wody. Aż w końcu ktoś glinę wykopał, przygotował i ulepił dzbanek. Wypalił w piecu. Gdzie to było? Czy to był piec na węgiel czy może elektryczny? Potem trafił do sklepu. Ile kilometrów przejechał? Potem był w domu, stawał na honorowym miejscu na stole, serwował herbatę w towarzystwie filiżanek. Jak one wyglądały? Świadkiem jakich był rozmów, radości i smutków? Przy jakich książkach stał w bibliotece? Kto go oglądał, o czym wtedy myślał? I co będzie dalej?

Czy potrafisz odtworzyć jego historię, tak jak skrupulatny detektyw? A może stworzysz całkiem nową opowieść z czajniczkiem w rolki głównej? Taka literacka fikcja pełna uniwersalnej prawdy o świecie, przemijaniu i o ludziach. 

To, co spróbujesz? Nagrodą będzie przecież ten czajniczek. I może cos jeszcze,





środa, 22 września 2021

Postreetartowa wystawa ad hoc

 

Jeszcze w czasie trwania streetartowych warsztatów zaczęła powstawać czasowa wystawa. Równolegle odbywały się warsztaty ogrodnicze. Skrzynki i zrobione meble ogrodowe stanowiło znakomite tło do namalowanych na kamieniach oraz płytkach ceramicznych prac