sobota, 18 kwietnia 2020

Podkolan, wino z Mołdawii i chruścik Setodes



Pomalowana w 2019 roku. Piękna butelka z ciemnego szkła, prawie czarnego. Typowa butelka do wina, lekko zwężająca się na dole. Ciężka. Przy transporcie trzeba dodatkowej energii na przewóz ciężkich opakowań. Dodatkowa emisja gazów cieplarnianych. Warto o tym pamiętać. Dla protestanta dylemat: piękne czy użyteczne? A dla nas wybór: lokalne czy transportowane z daleka. W każdym razie można zadbać o trwałe wykorzystanie opakowania (upcykling). Dlatego maluję na butelkach ginąca, lokalna przyrodę. Uratować od zapomnienia, zwrócić uwagę na problemy przyrodnicze.

Prawdopodobnie było w niej wino mołdawskie. Dobre wino mołdawskie. Ale mogło być i wino z innego kraju lub innego kontynentu.

Na butelce storczyk (Orchidaceae) - podkolan biały (Platanthera bifolia). Bylina dorastająca do wysokości 50 cm. Czyli do kolan. Podkolan jest gatunkiem euroazjatyckim, rosnącym głównie na obszarze o klimacie umiarkowanie oceanicznym oraz umiarkowanie kontynentalnym, na glebach świeżych, średnio próchniczych. Można go spotkać w lasach liściastych i na ich skraju, w borach iglastych a także na murawach bliźniczkowych. Zakwita w nocy i jest zapylany przez motyle nocne (ćmy).

Podkolan biały jest objęty w Polsce ochroną gatunkową, tak samo jak podobny do niego podkolan zielonawy (Platanthera chlorantha).

Odwzorowanie na butelce jest niezbyt precyzyjne. Oznaczać gatunków raczej nie można. Równie dobrze można uznać, że namalowałęm kruszczyka szerokolistnego (Epipactis helleborine). Też jest w Polsce objęty ochroną gatunkową.

Na butelce są tez dwa chruściki (stadium imago) z rodzaju Setodes. Też rzadkie i zagrożone wyginięciem.

 


Obok butelki książka prof. Tryjanowskiego pt. "Wino i ptaki". Więcej o tej książce na blogu: Wino i praki oraz butelki z owadami.

piątek, 17 kwietnia 2020

Butelka z lasu z niezapominajkami


Drobne, delikatne kwiatki. Rośnie nad rzekami, jeziorami, gdzieś w olsach i miejscach wilgotnych. Wspomnienie wakacji. A jednocześnie zapowiedź akcji w Wójtowie. By uczynić świat blisko nas trochę piękniejszym. Ciąg dalszy na pewno nastąpi. Butelki integrują. Oczywiście tylko wtedy, gdy do nich podejść w odpowiednim kontekście.

 


wtorek, 14 kwietnia 2020

Ścięga łąkowa na butelce po oleju lnianym






Ścięga łąkowa (Leptopterna dolobrata) do pluskwiak z rodziny tasznikowatych (Miridae). Dorosłe owady (stadium imago) osiągają wielkość 7-10 mm. Spotkać je można na terenach trawiastych (łąki, nieużytki) oraz na polach ze zbożami. Jak na pluskwiaka przystała swoją kłujką nakłuwa i wysysa soli z liści, źdźbeł i kłosów. Imagines najliczniej występują w lipcu i sierpniu. Zimują w stadium jaja.

Pomalowana w czasie letniego, domowego pleneru w 2019. Była na wystawie grupy A*R*T w Bibliotece Uniwersyteckiej.  Butelka ze ścięgą posłużyła mi to poćwiczenie szablony opowieści typu 1, 2, 3.

Po pierwsze butelka po oleju lnianym.
Po drugie ścięga łąkowa.
Po trzecie butelka jako artefakt, przedmiot, ułatwiający mówienie (element wystąpienia ustnego).



Więcej o budowaniu opowieści z butelkami.

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Lepnica biała z modraszkami na butli po lekarstwach



Duża butla z brązowego szkła, po jakimś lekarstwie lub parafarmaceutyku. O ile pamiętam było coś związanego z chorobami serca. Butlę otrzymałem od Pani Teresy Kosman. Na płaskiej butelce wygodniej się maluje.

Na butelce namalowałem lepnicę białą. Inna nazwa tej rośliny to bniec biały. Nazwa naukowa lepnicy białe to Melandrium album (synonimy: Silene latifolia ssp. alba, S. alba, S. pratensis, Melandrium pratense). Bez wątpienia w języku polskim łatwiej się odmienia lepnicę niż bnieca. Lepnicy towarzyszą na butelce dwa modraszki i żółtawy, bliżej niesprecyzowany motyl. Może robić za cytrynka latolistka.

Lepnica jest roślina zielną (czyli jednoroczną), ozima, lub dwuletnią. Kwitnie od maja do września. Jest rośliną światłolubną, rośnie na glebach piaszczystych i gliniasto-piaszczystych. Spotkać ja można na polach uprawnych, na łąkach, zaroślach, w miejscach ruderalnych. Zazwyczaj jest dwupienna, kwiaty przeważnie są jednopłciowe. Pachnie wieczorem, co wskazuje że przywabia motyle nocne jako głównych zapylaczy. Kwiaty męskie są mniejsze, kwiaty żeńskie maja bardziej rozdęty kielich. Dość łatwo krzyżuje się z lepnicą dwupienną (bniec czerwony). W kwiatach żeńskich pylniki są niedorozwinięte. Ale gdy jest zarażona grzybem głownią fioletową (Ustilago violacea) to pręciki są normalnie rozwinięte lecz zamiast pyłku w pylnikach znajdują się zarodniki grzyba. I wtedy odwiedzający kwiat motyl, spijając nektar roznosi zarodniki grzyba. W pewnym sensie grzyb "podwiesza" się pod koewolucyjny związek owadów zapylających i roślin kwiatowych by się rozprzestrzeniać i łatwiej znaleźć kolejnego żywiciela.


 

niedziela, 12 kwietnia 2020

Marzymłódka na starym flakoniku laboratoryjnym


Mały słoiczek laboratoryjny albo buteleczka z szerokim otworem. Bez szlifu czyli musiała być zamyka korkiem. Zapewne miała służyć do przechowywania substancji lub odczynników chemicznych. Być może przeznaczeniem jej było laboratorium lub też apteka lub szpital. Nie ma żadnych znaków, które by pomogły zidentyfikować czas i hutę szkła. Wskazuje na ręczna robotę bo nie widać szwów sklejania. Nie ma już oryginalnego korka a ten widoczny na zdjęciu jest wtórny, dorabiany z korka "po szampanie".

Opisywany flakonik laboratoryjny pochodzi ze Stacji Hydrobiologicznej w Mikołajkach. A skąd tam się wziął i jak tam się znalazł? Czy był pozyskany z mienia pozostawionego przez "Niemców", może z jakieś apteki? Czy pochodzi z Mazur czy tez został dopiero później przywieziony z innych regionów, w czasie gdy powstawała Stacja Hydrobiologiczna? A może słoiczek został wyprodukowany po wojnie?  Nie wiem czy uda się odkryć historię teko małego przedmiotu. Być może trzeba dopiero wymyślić by opowieść była pełniejsza i piękniejsza.

W moje ręce trafił w latach 90. XX wieku, gdy jeździłem do Mikołajek do Stacji Hydrobiologicznej w Mikołajkach do dr Wandy Szczepańskiej w sprawie chruścików (Trichoptera). Gdy zaczynałem swoja pracę badawczą nad chruścikami to napisałem listy do czworga znanych mi z publikacji chruścikarzy (Z Łodzi, Krakowa, Warszawy i Mikołajek). Pani Szczepańska mi odpisała i zaprosiła do siebie. Miała bogate zbiory chruścików z mazurskich jezior, w większości nie opracowanych. Przyjeżdżałem kilka razy i w końcu zabrałem przekazane mi zbiory chruścików, zmagazynowane w słojach Wecka. Były też trzy, takie jak te opisywany,  flakoniki. A w środku chruściki w alkoholu (służyły jako próbówki na zbiory_. Część zbiorów była wyschnięta. Wszystkie chruściki przejrzałem i oznaczyłem. Wyniki wykorzystałem w mojej rozprawie habilitacyjnej, dotyczącej chruścików jezior Polski. A słoiczki, po przeniesieniu chruścików do innych probówek, umyłem i wykorzystywałem jako pojemniczki do przypraw. Ponownie odzyskały swoje aptekarskie czy laboratoryjne funkcje. Bo przecież każda kuchnia to małe laboratorium.

Długo stała z przyprawami aż w czasie któregoś z plenerów domowych, postanowiłem pomalować. Do ozdobienia wybrałem ćmę, czyli motyla nocnego, z rodziny niedźwiedziówkowatych (Arctiidae) - proporzycę marzymłódkę. Zarówno motyl piękny jak i nazwa urocza. Proporzyca pewnie dlatego, że ubarwienie skrzydeł przypomina jakiś proporzec. Ale dlaczego marzymłódka? Marząca młódka czyli młoda kobieta? O czym mogłaby ona marzyć?

Proporzyca marzymłódka (Tyria jacobaeae) jest motylem niewielkim, rozpiętość skrzydeł wynosi 32-40 mm. Głowa, tułów i odwłok są czarne. Przednie skrzydła szaroczarne i czerwoną smugą wzdłuż przedniej krawędzi skrzydła i dwoma czerwonymi plamkami. Skrzydła drugiej pary są czerwone z czarnym obramowaniem. Dorosłe proporzyce spotkać można od maja do czerwca na śródleśnych polanach, zrębach, starych kamieniołomach. Gąsienice rozwijają się (i zjadają, jako rośliny pokarmowe) na starcu jakubku, w górach także na podbiale pospolitym i lepiężniku. Zasięg występowania obejmuje obszary od Europy po Środkową Azję. W Polsce występuje na terenie całego kraju, lokalnie może być gatunkiem pospolitym. Łatwiej ją jednak spotkać w stadium larwalnym czyli gąsienicy.



sobota, 11 kwietnia 2020

Butelka z głuszcem i Kłobukiem



Butelka z głuszcem to druga, jaką namalowałem z inspiracji prof. Piotra Tryjanowskiego (więcej w Butelce z bocianami). Ptaki jako motyw malarski wykorzystuję bardzo rzadko. Dlaczego? Bo mnóstwo ludzi maluje, rysuje, fotografuje te pierzasto-skrzydlate kręgowce. Znacznie liczniejszy gatunkowo jest świat bezkręgowców, dużo mniej poznany i popularny. Wymierający w ciszy i w niezauważeniu. Ale na specjalne życzenie ornitologiczne elementy się i u mnie pojawiają.

Dlaczego głuszec, który jest bardzo rzadkim gatunkiem i na swoje oczy nigdy go w naturze nie widziałem? Bo blisko 10 lat temu, w poszukiwaniu dawnych tajemnic kłobuka, trafiłem na poleski ślad własnie z głuszcem związany. A dlaczego kłobuk? Bo to w ludowej tradycji Warmii i Mazur duch/demon domowy, przynoszący szczęście gospodarzowi, wyobrażany pod postacią czarnej, zmokłej kury. Kłobuk to baśniowa postać a wcześniej zapewne demon domowy, chyba słowiański, na Prusy Wschodnie przywędrował wraz z osadnikami z północnego Mazowsza w czasach krzyżackich. Typowy demon domowy, przedstawiamy albo w kształcie człekopodobnym albo zwierzokształtnym (zoomorficznym). W tym drugim najczęściej w postaci zmokłej, czarnej kury. Mitologiczna i etnograficzna pozostałość na dawnej Słowiańszczyźnie. Niosący w sobie tajemniczy ślad wiosenny i budzącego się życia. Odnalazłem ślady etnograficzne, wskazujące na powiązanie kłobuka z podbiałem i czarnym bzem. A w celach ochrony przyrody i popularyzacji wiedzy zagnałem nawet kłobuka do dziupli.

Nierozwiązane zagadki siedzą gdzieś w kącie głowy i jak tylko pojawi się coś naprowadzającego na trop, zaraz wyłażą z zakamarków i przypominają się. Warmiński Kłobuk i jego etnograficzne pochodzenie również siedzi mi gdzieś nad głową od lat kilkunastu, w zakamarku między innymi myślami. Na kolejne ślady natrafiłem podczas lektury fascynującej książki Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego pt. "Polesie". Napisana gdzieś w 1926 r., po raz pierwszy wydana w 1934, a teraz ponownie (2010). To przyrodnicza i etnograficzna podróż na koniec świata. Egzotyka jak na Nowej Gwinei czy Nowej Zelandii… a jednocześnie tak blisko! Po Huculszczyźnie, to drugie moje etnograficzno-przyrodnicze odkrycie… świata, który już chyba nie istnieje. Ani przyrodniczo, ani kulturowo.

Polesie, ukryte pośród niedostępnych bagien na długo zatrzymało archaiczne zwyczaje słowiańskie i nie tylko. Ze zdziwieniem natrafiłem na wątek kłobuka. Najpierw napotkałem zdanie "z ostrowów krzykiem uprzedzany o pościgu surowego a ciemnego jak noc listopadowa, kłobuczego ihumena-Greczyna." A więc kłobuk to coś czarnego i przypominającego nakrycie głowy prawosławnych duchownych. To nie pierwszy związek słowa "kłobuk" z nakryciem głowy prawosławnych kapłanów. Pytanie rodzi się takie: czy najpierw była nazwa "czapki" (może słowo z Bizancjum?) a potem przeniosło się na Kłobuka…. czy też wygląd owego nakrycia lub samego duchownego przejął dawne słowo, bo w czymś przypominało? Prawosławie na Rusi od X wieku. A więc związek bardzo stary. Niemniej chyba wiąże się z czarnym i z religią-duchowością, a więc jakąś magicznością bliska naszemu warmińskiegu Kłobukowi.

Poleszucy zachowali aż do XX wiele z starych, słowiańskich wierzeń-zwyczajów-rytuałów, nawiązując do dawnych Drewlan i Dulębów. Ze wspomnianej książki dowiedziałem się, że Poleszucy szczególną magiczną sympatią darzyli głuszce – kuraki leśne. To czarne ptaki. Może jakiś dawny związek z magią słowiańską, wierzeniami? Ważne, że czarny i że leśny i samiec zwany kogutem a samica kurą (jak to u kuraków).

I jeszcze jeden fascynujący ślad z Polesia. Wołchowie i baby (szeptuchy jak dzisiaj byśmy powiedzieli) w swoich gusłach i czarach poleskich: "tam znają również ów trujący blokot i czermier, szamani leczą dywanną i czeredą i znają tajemną moc palonych piór czarnej kury i łoju zwierząt kryjących się na zimowe leża w norach, gdzie śpią do pierwszych dni wiosny." Mamy więc czarne kury, różne magiczne ziela (to nawiązanie do podbiału-kłobuka) i wiosny, kiedy to podbiał zakwita jako jeden z pierwszych kwiatów. Na dodatek ziele magiczno-lecznicze. Czyżby zatem "przodkiem" warmińskiego Kłobuka były głuszce i staro bałto-słowiańskie wierzenia?

Malowana butelka z głuszcem-kłobukiem to także pomoc dydaktyczna, pomocna w snuciu opowieści o przyrodzie, kulturze i ewolucji. Samego kłobuka wykorzystałem już wielokrotnie jako element opowieści o przyrodzie, czasem dowcipnie łącząc np. z pachnicą dębową by chronić przydrożne drzewa dziuplaste. Pretekst by opowiedzieć o ekologii, o zmieniającej się przyrodzie i wpływie człowieka. A więc sposób, aby o zawiłościach naukowych powiedzieć językiem i stylem atrakcyjnym i inspirującym do samodzielnych, dalszych poszukiwań. Bo poznawanie świata (nauka) jest piękne i przyjemne. Przy rozwiązywaniu tajemnic wydzielają się endorfiny, o czym już wcześniej pisałem.

O Kłobuku czytaj więcej:



piątek, 10 kwietnia 2020

Koniakowa butelka z grzybieniem białym


Stara butelka po koniaku. Nie wiem kiedy, od kogo i jakimi drogami do mnie trafiła. Na pewno dawno, jeszcze w czasach, gdy nie było nadmiaru opakowań (w pamięci mam ją jeszcze z czasów zamieszkiwania na ulicy Żołnierskiej). Jest ładna sama w sobie (w kształcie i kolorze), z matowego, zielonego szkła. Trafiła do mnie już jako opakowanie reusingowe. Być może z nalewką lub jakimś innym alkoholem. I przez wiele lat służyła jako swoista karafka do nalewek. I dalej tak jest wykorzystywana (dlatego może jeszcze w domu się ostał, bo przecież swoje malowane butelki i słoiki rozdaję, by wędrowały po świecie, z opowieściami o ginącej przyrodzie). Aż ją pomalowałem, najpóźniej w 2007 roku, bo z tego okresu mam pierwsze zdjęcia z ta butelką.

Motywem jest kwitnący grzybień, roślina wodna. Kojarzy mi się przede wszystkim  jeziorami, w tym małymi i śródleśnymi.A więc obiektem moich wieloletnich badań nad chruścikami (Trichoptera) jezior Polski. Grzybień na butelce przypomina mi zarówno doktorat jak i habilitację. Szmat czasu spędzony w terenie. A potem wiele godzin oznaczania chruścików i opracowywania wyników. Potem jeszcze wiele razy wracałam do motywy z grzybieniami oraz żółtymi grążelami, czasem w towarzystwie latających chruścików (stadium imago). Co widać na przykład na zdjęci zamieszczonym niżej. 

To własnie na tej butelce zupełnie przypadkiem odkryłem metodę krakowania (znaną w technice decoupage) czyli postarzania. Pierwsze moje malowane butelki nie były w żaden sposób lakierowane czy zabezpieczane. Ale pod wpływem wilgoci, przy byciu farby konturowe po prostu schodziły ze szkła niczym kalkomania. Zacząłem szukać sposobu utrwalania różnymi lakierami. Najbardziej efektywny okazał się zwykły lakier akrylowy rozpuszczalny w wodzie. Zostawiałem farmy do szkła do wyschnięcia, a potem lakierowałem. A w przypadku tej butelki polakierowałem zbyt szybko, po kilku godzinach. I na drugi dzień zobaczyłem spękania. Zamiast się zmartwić to się ucieszyłem niezamierzonym efektem. Potem ten efekt wykorzystywałem już umyślnie i z premedytacją. 

W czasie malowanie tej butelki odkryłem coś jeszcze - przy pokryciu farba zmatowanego szkła uzyskuje ono przezroczystość. W tym także w czasie lakierowania, co zmusza do tego by za bardzo z lakierem nie wychodzić poza ozdobny rysunek (malunek). Tak, przy malowaniu też można odkrywać. Już nie tyle świat przyrody, co techniki zdobnicze.



W opowieści o zielonej butelce zgrzybieniem pomyliłem nazwę grzybieni z grążelami. Proszę wziąć to pod uwagę przy odtwarzaniu filmiku. Opowieść w okresie przedwielkanocnym, w czasie kraszenia, pisania i malowania pisanek. Od samego początku, za względu na krzywizny i obłe kształty, malowanie butelek kojarzyło mi się z malowaniem wielkanocnych jajek. Na krzywiznach farba spływa co utrudnia proces malowania. Pierwsze moje butelkowe wzory w jakiś stopniu nawiązywały do moich pisakowych wzorów. Potem mentalnie się wyzwoliłem i usamodzielniłem, krok po kroku odkrywając zupełnie nowe możliwości i specyfikę tej techniki.