Działo się to w roku 2018 (pozyskiwanie butelki). A potem jeszcze i w roku 2019 (malowanie). A teraz o tym opowiadam (rok 2020). Każda butelka ma swoją historię, z wieloma dygresjami. Opowiem tylko o kilku.
Zaczęło się to nie wiadomo kiedy. Jakiś projektant zaprojektował wzór użytkowy. Kształt ładny, charakterystyczny. Uroda kształtu zachęca to powtórnego użycia (reusing). Markowy alkohol w butelce z dodatkowym zabezpieczeniem: specjalny korek z kulką szklaną w środku. Butelka w zasadzie jednorazowego użytku (sporo tego produkujemy, marnowanie energii i surowców, a finalnie często trafiają jako śmieci do środowiska). Ten wymyślny korek wymyślono zapewne po to by utrudnić fałszowanie i powtórne napełnienie butelki. Bez zniszczenia takiego korka nie da się nic wlać. A dla mnie dodatkowy kłopot. Zawsze się sporo namęczę z pozbywaniem się tych skomplikowanych korków: nożem, cążkami. Trudniej niż z pozbyciem się etykiet. A na koniec nie da się już wykorzystać oryginalnej nakrętki. Od biedy można dorobić korek korkowy i zatkać. Wtedy butelka może być powtórnie użytkowo wykorzystana, jako pojemnik do płynów. Ja wybrałem wersję wazonika. Bo chciałem pójść dalej niż tylko recykling. Malowanie ma sprawić, że wydłuży się okres użytkowania (upcykling, reusuing).
Potem, zgodnie ze zaprojektowanym wzorem, w jakiejś hucie szkła wyprodukowano butelki. Trafiły do kolejnego miejsca, tam zostały napełnione trunkiem, dodano plastikowy korek (kilka rodzajów tworzywa sztucznego), zaopatrzono w etykiety, potem banderole i gotowe butelki trafiły do hurtowni. A potem do sklepu. Ciekawe ile w sumie kilometrów przejechała ta butelka? Aż w końcu trafiła do Skępego na Ziemi Dobrzyńskiej. Na wesele.
Do Skępego przyjechaliśmy pociągiem. Szynobusem. Tak z troski o środowisko i z myślą o przyszłości (by dało się jeszcze żyć człowiekowi na Ziemi). Do domu weselnego poszliśmy pieszo. Od razu było widać, że świat jest zaprojektowany dla ludzi z samochodami.... Nie było chodnika i trudno się szło poboczem ruchliwej drogi.
W Skępem już byłem, wiele lat temu. Przyjechaliśmy pociągiem, tyle że z przeciwnej strony, z Sierpca. Tu rozpoczynał się nasz rajd harcerski. Zaopatrzeni w mapę ruszyliśmy nieformalną, licealną drużyną harcerską w poszukiwaniu młodzieńczej przygody. Drogę w lesie nieco zgubiliśmy, spaliśmy w namiotach i wędrowaliśmy doliną rzeki Skrwy. Kolejny nocleg wypadł koło Łukoszyna. Kolejne wspomnienia. I one wszystkie teraz zostały zamknięte w tej jednej butelce. Niczym dżin w lampie Aladyna. Wystarczy spojrzeć, można potrzeć, a wydobywają się.... różnobarwne historie. Niczym bajki z Tysiąca i Jedne Nocy.
Dom weselny miał wystrój nawiązujący do secesji, z grafikami Alfonsa Muchy. Urocze miejsce. A na salę balową wleciała, w czasie wesela, ważka sina (czytaj więcej o tym zdarzeniu). W secesji często wykorzystywano motywy przyrodniczce, w tym ważki i motyle. Zatem do zawartości butelki z opowieściami dokładamy i tę.
W Skępem jest sanktuarium maryjne. A sama Ziemia Dobrzyńska związana jest z historia mojego roku. Osobna opowieść. A w zasadzie dwie. I to długie.
Butelkę malowałem w 2019 roku, w czasie domowego pleneru. W samotności. W izolacji ale znacznie krótszej niż ta obecna, koronawirosowa. Motywem jest roślina porcelanka, po łacinie Nemophila - nazwę swą biorąca z greckich słów nemos (gaj, lasek) i philos (przyjaciel). Przyjaciółka gaju. A jeśli uznać, że dawniej w świętych gajach także sanktuaria były, tyle ze pogańskie, to kolejne nawiązanie do butelki znajdziemy. I pretekst do jeszcze innych opowieści. Tak, malowana butelka mam moc.
Porcelanki to rośliny ogrodowe, nadają się na rabaty, balkony i do mis dekoracyjnych ale nie na kwiaty cięte. Więc raczej w wiązankach ślubnych ich nie znajdziemy.
I czy to już koniec opowieści o jednej butelce? Nie, bo opowiadam o niej ucząc się zdalnej edukacji. A konkretnie wykorzystania kamerki internetowej i obsługi programów do streamingu i obróbki plików wideo. Uczę się przez działanie. Dostrzegam błędy i staram się poprawić. Widzę potrzebę doboru miejsca i czasu by światło było lepsze. I kadrowanie. A na dodatek dobór sprzętu, zadbania o intonację i barwę głosu. A w końcu i zbudowania opowieści. Mam tyle już lat "na karku" a ciągle uczę się mówić...
Weselna butelka ze Skępego z porcelanką i dygresjami genealogiczno-, harcersko-, licealno-przyrodniczymi. Albo i jeszcze innymi. Mała butelka a tak dużo się w niej zmieści. Wystarczy ją tylko malowaniem zaczarować.
To nie koniec historii. Butelka od roku stoi na półce z książkami. Planuję przekazać ją młodemu małżeństwu, jako pamiątkę z wesela. Trafi gdzieś pod Ciechanów. Historia toczyć będzie się dalej. I snuć się będą kolejne opowieści jednej butelki.

































